Pokazywanie postów oznaczonych etykietą albumy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą albumy. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 kwietnia 2011

Toilet Roll Mini Album. Jesienny Płock



    Albumik upamiętnia ubiegłoroczną wrześniową wyprawę do Płocka, kilka dni po przedszkolnym debiucie moich dzieci. Jedno z najładniejszych miast Mazowsza, na przełomie XI i XII wieku stolica Polski, zachwyca ślicznym zadbanym rynkiem, urokliwymi uliczkami i oczywiście słynną romańską katedrą. Płock jest nie tylko piękny, także wspaniale położony - nad szeroko rozlaną doliną Wisły. I są tam bardzo fajne knajpki i kawiarenki:) A po drodze, jadąc z Warszawy, można zwiedzić imponujący zespół klasztorny w Czerwińsku nad Wisłą.


     Kto nie wie, nie zgadnie, że album zrobiłam z... rolek po papierze toaletowym. Uwielbiam scrapbookingowe wykorzystwanie najdziwniejszych materiałów!:))) Rolek po papierze toaletowym ci u nas dostatek, więc kiedy tylko zobaczyłam, że można je wykorzystać jako bazę pod urocze małe albumy, natychmiast jeden zrobiłam:) Mimo niewielkich rozmiarów, albumik mieści kilkanaście zdjęć (malutkich oczywiście), bo ozdabiając go mamy dodatkowo do dyspozycji kieszonki - można we nich także schować tagi z journalingiem (czyli opisem zdjęć). Ponieważ, jak wiadomo;), nie lubię nadmiaru pierdółek, oprócz papieru (samego w sobie bardzo ozdobnego, bo z kolekcji Idylla scrap.com.pl projektu Karoli Witczak) użyłam tylko stempli.
    Do wykonania albumu zainspirowały mnie filmiki na Youtube (np. ten), wątek Madziozy na forum  http://scrappassion.mojeforum.net/ i tutorial na tym blogu.




    "Małachowianka" powstała w 1180 roku i jest najstarszą działającą szkołą średnią w Polsce. Obok wnętrze Bazyliki Katedralnej.


    sobota, 5 marca 2011

    Dziewczynka z papilotami. Mikroalbum;)


      Nie mini-, a wręcz mikroalbumy, mieszczące się w dłoni skarbczyki wspomnień powstają ostatnio w mojej scrap-pracowni w ilościach... dużych;) Zdjęcia (na ogół upamiętniające jakieś jedno zdarzenie), zabawna forma, dodatki - wbrew pozorom praca nad takim albumikiem wcale nie jest łatwiejsza.

      Tym razem najnowsza pasja mojej Córeczki, czyli kręcenie włosów na papiloty. Rozrywka wymyślona na potrzeby dziecka nudzącego się podczas choroby i przedszkolnej absencji. Kto by pomyślał, że to taka frajda?:) Prawie_sześcioletnia Mała Kobietka coraz śmielej wkracza w babski świat.
      A na tylnej okładce mrugnięcie okiem do oglądającego: młodszy braciszek, także w papilotach, ledwo się trzymających jego krótkich włosków. Ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie: dziewczyńska rozrywka okazała się zupełnie nieatrakcyjną dla czteroletniego wielbiciela samochodzików i Spidermana. No i dobrze;)

      Wykrojnik Sizzix On The Edge Die By Tim Holtz Scallops, włóczkowy kwiatek ze scrap.com.pl. I kolekcja papierów Radość Lata (Latarnia Morska), która idealnie pasuje kolorystycznie do gąbkowych papilotów;)



      niedziela, 2 stycznia 2011

      This autumn, album jesienny. I moje Słowo na Nowy Rok



       

       Praca nad albumem wiosennym albo wakacyjnym byłaby teraz masochizmem:) Weekend zaduszkowo-halloweenowy pasuje w sam raz: było ciepło i słonecznie, ale już późnojesiennie. Spędziliśmy te dni w Powsinie - na farmie dyń i w Ogrodzie Botanicznym - i w Wilanowie. Kolorowe liście, niesamowite jesienne światło i roześmiane buzie moich Dzieci to najmilsze wspomnienia z tegorocznej jesieni, która nie była dla nas łaskawa.

      Postanowiłam zatrzymać te szczęśliwe, beztroskie chwile w małym albumie na bazie białego papieru wizytówkowego, ozdobionego liściastymi stemplami i... fragmentami reklamówek kawiarni Coffee Heaven. Ich jesienne kawy (kokosowa z białą czekoladą mmmm) były mi prawdziwą pociechą;)

      Do zdjęć dodałam fragmenty jesiennych wierszy. Bo chociaż jesieni - mimo jej niewątpliwej urody -  nie lubię, to uwielbiam  melancholijne, tęskne, pełne szeleszczących głosek i nasyconych kolorów wiersze o tej porze roku:)

      Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
      Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
      Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,
      Czekając na swych braci, za morze lecących.

      Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
      Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
      Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
      Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

      Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
      Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
      Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.
      Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

      Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
      Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
      I w swoim majestacie uczy nas pokory.
      Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie.


      (Tadeusz Wywrocki)



      Po spisaniu noworocznych postanowień (i gorączkowym poszukiwaniu karteczki z zeszłorocznymi, nie mam pojęcia, gdzie je schowałam! Nie wiem więc tak do końca, które zrealizowałam:D), zaczęłam się wczoraj zastanawiać nad Słowem na ten rok. Słowem, które mnie poprowadzi przez najbliższe dwanaście miesięcy, będzie mi drogowskazem i da mi siłę. Przypomni, co ważne i na czym powinnam się skupić. W 2010 roku moim Słowem była ENERGIA. Pomysł wybierania - świadomie i w skupieniu - Słowa na Nowy Rok, One Little Word podpatrzyłam u Ali Edwards 

      W tym roku nie musiałam szukać, Słowo samo mnie znalazło. To ZMIANY. Chcę i planuję zmiany w moim życiu. Także ja sama chciałabym się zmienić. Nie tak całkiem, ale jednak. Zmian potrzebuję, dużych i małych. Na lepsze, rzecz jasna;) Czekam na nie z drżeniem serca, ale także z podekscytowaniem i niecierpliwością.
      Zatem: let's change!

      Wordle: Untitled

      Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!


      poniedziałek, 17 maja 2010

      Pójdę na Stare Miasto, nie byłam tam od wczoraj... Album o warszawskiej Starówce


      darmowy hosting obrazków

      Inni mają Stare Miasta, my w Warszawie - Starówkę, czyli 2 w 1, Stare i Nowe Miasto. Oba nieduże, nie_tak_bardzo_stare, ale ukochane. Tu się chodzi na randki, spaceruje z dziećmi, przyprowadza gości z innych miast i krajów. Jada lody, słucha jazzu, wykręca nogi na kocich łbach... Każda wyprawa na Starówkę to święto, bo jest w niej jakiś czar i magia.
      Oto album-wyznanie miłości do miejsca, które jest sercem Warszawy.

      darmowy hosting obrazków

      Bazę albumu sama zaprojektowałam (dosyć swobodnie traktując staromiejski skyline, zachowując jednak kilka charakterystycznych elementów - zarys kolumny Zygmunta III Wazy, archikatedry św. Jana, Zamku Królewskiego i Barbakanu). Wewnątrz zdjęcia samej Starówki i nas na Starówce (głównie z wakacji AD 2008 i 2009), cytaty z piosenek i wierszy plus i niewiele, jak to u mnie, dodatków typu stemple, guziki czy ozdobne ćwieki;)

      darmowy hosting obrazków


      darmowy hosting obrazków


       

      poniedziałek, 3 maja 2010

      (Niecały) Week in the Life. Pięć dni w albumie

                                     5 Days in My Life


      Oto gotowy album dokumentujący kilka dni z mojego życia. Dni najzwyklejszych, a przez nasze przeziębienie wręcz nudnych. A w każdym razie nietypowo monotonnych:)  Szkoda mi było przerywać zaczęty i zaanonsowany na blogu projekt, jednak choroba tak mi się dała we znaki, że nie dałam rady biegać z notesem i aparatami od rana do nocy, bo sporą część dnia spędzałam w łóżku w męczącym stanie zawieszenia między jawą a snem. Dzięki temu przymusowemu uziemieniu skupiłam się w albumie na życiu li tylko domowym - mojej codziennej rutynie, chwilach relaksu i zabawach dzieci. Już wiem, że Week in the Life powtórzę w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody, kiedy żyjemy naprawdę, a nie na pół gwizdka. Kiedy wychodzimy na dwór, po zakupy, jeździmy na wycieczki, spotykamy się ze znajomymi, odwiedzamy babcię, chodzimy na zajęcia ...
      Praca nad albumem 5 Days in My Life była okazją do refleksji. Takie spojrzenie na siebie z zewnątrz to bardzo ciekawe doświedczenie:)


      Od 20 do 24 kwietnia


                               "Malutkie cuda codzienności..."


      "Każdy ranek daje szanse na to, by wieczorem móc powiedzieć: to był szczęśliwy dzień"

      piątek, 23 kwietnia 2010

      Week in the Life, półmetek. Nietypowy tydzień



      Zupełnie nietypowy dla naszej rodziny okazał się tydzień dokumentowany przeze mnie od wtorku w ramach projeku Ali Edwards, A Week in the Life. Najpierw zachorowały dzieci, potem ja, w związku z tym siedzimy w domu i się nudzimy:) Zastanawiałam się nad przerwaniem zabawy, przeniesieniem na inny termin, kiedy nasze życie wróci na zwykłe, barwne i pełne przygód, tory. Jednak wspólna z innymi scraperkami praca jest szalenie mobilizująca i daje mi dużo radości. Pocieszam się, podglądając ich blogi, że życie każdej mamy jest podobne. A kiedy czytam w notesie, co - po kolei - robię każdego dnia, wychodzi na to, że robię dużo i dzieje się wcale nie tak mało.
      Siłą rzeczy skupiam się na naprawdę najbanalniejszych codziennych czynnościach: gotowanie, opróżnianie zmywarki, rozwieszanie prania. Wycieranie zakatarzonych nosków, czytanie "Julka i Julki", włączanie ukochanych aktualnie Formelaków... Nuuuuda:)

      Czyli to, co po latach wspominamy jako szczęście.

      My "week in the life" is, unfortunately, not the typical one for me and my family, cause both me and kids are sick... Willy-nilly, we are staying at home, reading, watching more_TV_than_ever, sketching, cutting. So I capture really basic, everyday things... I thought about quitting and moving with project A Week in the Life on to one of the next weeks, where the time we spent is back to its more colorful and adventurous routine. However the fact that we are all in it this particular week makes it fun and extremely motivating. I find it comforting, seeing other Moms have similar day-to-day experiences. And by reading my personal notes what I'm up to, step-by-step, everyday -- it turns up it IS a lot.



      sobota, 17 kwietnia 2010

      Week in my life. Chwytanie banalnej codzienności



      Scrapujemy zazwyczaj wydarzenia ważne i ciekawe: ślub, wakacje, urodziny dziecka to częste tematy albumów czy LO (pojedynczych layoutów). A przecież to banalna codzienność jest naszym życiem. Niezwykłe wydarzenia to tylko wisienki na torcie:) Postanowiłam przyłączyć się do tegorocznej edycji projektu Ali Edwards Week in the Life. Dokładne zdokumentowanie, a potem twórcze opracowanie jednego tygodnia z życia pomaga odnaleźć radość z tego, co zwykłe i niespektakularne, z drobnych powtarzalnych rytuałów. Normalności. Kojącej rutyny. Uwiecznić to, co dzieje się teraz.

      Będę więc nosiła z sobą aparat fotograficzny i notes, zbierała karteluszki, rachunki, bilety, zapisywała uśmiechy i smutki. Jak byłam ubrana, co jadłam, co się działo w moim mieście, jaka była pogoda, co czytałam. Wszystko jest ważne.
      Projekt rusza w poniedziałek, ja jednak zacznę od wtorku. Wczoraj do późnej nocy oglądałam albumy z poprzednich edycji. Są bardzo różne - kolorowe i chaotyczne, skromne i uporządkowane. W jednych dominują zdjęcia, w innych journaling. Mój album pewnie nie będzie tak pedantyczny i dopracowany jak u Ali, która swój tygodnik już dawno zaprojektowała, wydrukowała kartki do codziennych notek, przygotowała okładkę albumu. Jutro i pojutrze postaram się przygotowac przynajmniej kilka baz, codziennie będę zgrywała i wybierała zdjęcia. Na ogół scrapuję z dużym poślizgiem czasowym (projekt bożonarodzeniowy w powijakach, a ja powoli zabieram się do albumu lato 2009;)), więc Week in Your Life będzie wyzwaniem.
      Album będzie niezwykły także dlatego, że po raz pierwszy skupię się tak bardzo na samej sobie. Bo przecież nawet w albumie ciążowym to nie ja byłam najwazniejsza:)

      Tutaj (klik) można obejrzeć poprzednie albumy Ali Edwards i innych scraperek biorących udział w projekcie.

      niedziela, 14 marca 2010

      Spring has sprung. Frühlingserwachen. Wiosenny album



      Wiosna już za tydzień. Kalendarzowa w każdym razie:) Aby sobie (i zaglądającym na bloga) przypomnieć, jak wygląda ta pora roku, pokazuję album dokumentujący wiosnę AD 2009. Trzy miesiące od marca do czerwca obfitowały w wydarzenia: najpierw były imieniny moich dzieci (obchodzimy hurtem, bo dzieli je tylko jeden dzień), potem Wielkanoc, Dzień Matki, czwarte urodziny córeczki, Dzień Dziecka i moje urodziny. Pożegnaliśmy wózek, co nadało naszym spacerom zupełnie nowego wymiaru:) Byliśmy w Ogrodzie Botanicznym, Łazienkach, Skaryszaku, Parku Ujazdowskim i w parku Żeromskiego, dzieciaki pierwszy raz odwiedziły kino ("Muminki"), mama schudła 12 kilogramów, zaliczyliśmy imprezę Wianki na Podzamczu i "Mazowieckie klimaty" w Łazienkach. Odwiedziliśmy Starą Ochotę i Starą Pragę. W tym czasie wyrosły liście, zakwitły kwiaty, z mleczy zrobiły się dmuchawce, z jajek wylęgły się ptaki - jest coś kojącego w tej powtarzalności cykli przyrody...


      Wszystkie te Ważne Wydarzenia, a także zwykłe codzienności uwieczniłam w albumie, kolejnym po grudniowym (tu część pierwsza, a tu druga), w stylu, który lubię najbardziej. Album jest pastelowo-kolorowy, pełen kwiatków, ptaszków i innych wiosennych ozdób. Przy tym prosty - główną rolę grają zdjęcia, uzpełniane opisami, wiosennymi cytatami, wierszami i piosenkami. Ozdoby są tylko tłem. Kartki albumu mają różne formaty, kształty i faktury.




      wtorek, 16 lutego 2010

      Radosny album akrylowy. Kwiatowy.



      Akryl to materiał ciekawy w scrapowej obróbce. Można go stemplować (farbami akrylowymi), przyklejać do niego zdjęcia i ozdoby. Trzeba też uważać: jest pokryty zabezpieczającą folią - zdzierałam ją tak energicznie, że jedna z akrylowych kart pękła mi z hukiem w rękach;) Tak czy siak, praca z nowym medium była ciekawym wyzwaniem.



      Album ilustrujący wakacyjne przygody moich dzieci tworzą na przemian strony akrylowe i tekturowe. Tradycyjnie dominują zdjęcia - oprócz radosnych papierów Crate Paper użyłam tylko papierowych kwiatków, kilku stempelków sławiących bratersko-siostrzaną zażyłość, tekturowych elementów z Tiimari i guzików. Bazę akrylową kupiłam w scrap.com.pl. Ponieważ ma ona kształt kwiatu, motyw ten powtórzyłam w stemplach/naklejkach. Nie wiem, na ile trwałe będą akrylowe stemplowania, bo album jest wciąż oglądany... Radosne kolory i tematyka cieszą oko w środku zimy.


       

      piątek, 29 stycznia 2010

      Daisy, Daisy, give me your answer do... Stokrotkowy album.



      Lubię zimą oglądać letnie albumy. Lubię zimą robić letnie albumy. Zanurzam się w świat kolorowych papierów, wesołych guzików, radosnych wstążek i zapominam, że za oknem minus siedemnaście i śnieg po kolana. Taka mała, prawie darmowa psychoterapia. Stokrotkowy album upamiętnia jeden majowy dzień: spacer po Parku Ujazdowskim i fascynację mojej córeczki stokrotkami. Małymi kwiatkami, z płatków których można sobie wróżyć: "kocha mi, niekocha mi, ja jego kocham, ja jego niekocham".


      Zdjęciom towarzyszą fragmenty wierszy i piosenek o stokrotkach: polskie, angielskie i niemieckie. Wykorzystałam śliczną "nawiasową" bazę ze Scrapińca i... folder reklamowy Cottonfieldu, który mnie ujął pięknym kwiatowym wzorem
      .

      czwartek, 14 stycznia 2010

      Kuchnia pełna cudów, czyli dzieci gotują. Album




      Pamiętacie swoje pierwsze książki kucharskie? Ja jako dziecko z pasją wertowałam opasłe tomisko  klasycznej "Kuchni polskiej", chętnie przeglądałam przedwojenną książkę z przepisami, z odręcznymi uwagami mojej babci, ale najchętniej gotowałam według książek napisanych specjalnie dla dzieci: "Kuchni pełnej cudów" Marii Terlikowskiej (i drugiego tomu "Kuchnia z niespodzianką") z uroczymi ilustracjami Ewy Salamon oraz enerdowskiej książeczki "Trzeba umieć sobie radzić. Elementarz zajęć domowych dla dzieci" Anne Braun i Edith Nell. Pierwsza fascynowała mnie pełnym fantazji serwowaniem całkiem zwyczajnych dań (bałwanki z twarożku, łódki z jajek na twardo, krokodyl z ogórka), z drugiej nauczyłam się robić nie tylko kiełbasę "po indyjsku" (z ketchupem, majonezem i curry), ale również szkatułki z pudełek po kremie Nivea i stemple z ziemniaków:)

      Moje dzieci też już mają kulinarną bibioteczkę, są w niej oczywiście moje kultowe książki z lat 70., a także między innymi pięknie wydana "Cukiernia pod pierożkiem z wiśniami" Clare Compton, kilka książeczek o Cecylce Knedelek Joanny Krzyżanek, "Łasuch literacki" Małgorzaty Musierowicz, "Smakołyki małego kucharza".


      Pisałam już, że moje dzieci uwielbiają gotować, do tego stopnia, że aby uniknąć "pomagania", muszę zakradać się do kuchni, kiedy jeszcze śpią:) Album sprzed roku dokumentuje tę pasję. Jest, jak to u mnie, prosty. Zdobi go artystycznie:) porwana kalka i tekturowe elementy z Tiimari. To w zasadzie 2w1, album i zeszyt z przepisami, bo zanotowałam na pamiątkę receptury naszych ulubionych - wtedy - ciastek. Oprócz dzieci, z zapałem wałkujących, wycinających i zdobiących, uwieczniłam na zdjęciach także efekty tej szalonej kuchennej demolki pracy.


      czwartek, 7 stycznia 2010

      Album grudniowy. Kolejne 10 dni. Kokosanki.




      Kokosanki upiekłam w samym środku przedświątecznego młynu. To popularne ciasteczka, smaczne i niezwykle proste. Przygotowywałam je już według kilku przepisów, ale najbardziej smakują mi te najłatwiejsze: są wilgotne w środku, niebiańsko chrupiące z wierzchu. Mój synek nazywa je "złotymi kulkami".

      Kokosanki

      (na 50 sztuk) 100 g masła, 1 białko, 200 g cukru, 400 g wiórków kokosowych.
      Masło stopiłam, ostudziłam. Białko ubiłam na sztywną pianę, stopniowo dodając cukier. Wymieszałam z płynnym, ale już zimnym masłem i wiórkami. Uformowałam 50 kulek, upiekłam na wyłożonej papierem blasze w temperaturze 150 stopni (z termoobiegiem; bez termoobiegu: 175 stopni) przez 12 minut. Kuleczki powinny być delikatnie złote.



      Wybór kolejnych zdjęć do albumu grudniowego AD 2009 nie był trudny. Dni tuż przed świętami, zabiegane, spędzone w korkach, kolejkach, z wypiekami na twarzy przy kuchni - trudno efektownie pokazać w albumie. Za to magiczne trzy bożonarodzeniowe dni to sama poezja - wypatrywanie Mikołaja (prawie go w tym roku przyłapaliśmy - uciekając zgubił guzik:)), niecierpliwe czekanie na Wigilię, życzenia przy opłatku, Himalaje emocji przy rozpakowywaniu prezentów, słuchanie kolęd, świąteczna wizyta u Babci... Wspólnie spędzony, intensywniej i cieplej niż na co dzień, czas.
      Starałam sie na bieżąco zapisywać co się działo - i co czułam. Drobne refleksje, okruszki wspomnień. Journaling, czyli słowa, będzie w moim albumie, równie ważny jak zdjęcia. Kilka zdań postaram się poświęcić każdemu z dwudziestu dokumentowanych albumem dni.