piątek, 4 grudnia 2009

Zatrzymane chwile: grudzień, część pierwsza




W scrapbookingu najbardziej mnie fascynuje dokumentowanie codzienności. Wyłuskiwanie chwil wartych upamiętnienia. Najważniejsze są fotografie i słowa, zaś gadżety i techniki to tylko środek do celu. Bardzo lubię prace Ali Edwards, inspirują mnie do własnych projektów. Są skromne, czyste, szlachetne w formie; nie epatują nadmiarem zdobień. Motto Ali to "capture, create, document, celebrate" , co można luźno przetłumaczyć jako "łap chwile, przetwórz je artystycznie, opisz - w ten sposób zatrzymasz je na zawsze". Ali juz kilkakrotnie przygotowywała albumy December Daily, zapraszając do wspólnej zabawy inne scrapbookerki. Założeniem tego projektu jest nie tylko dokumentacja, ale także głębsza refleksja nad ulotnymi codziennymi wydarzeniami. Co dziś było ważne, co mnie poruszyło/ucieszyło/zdenerwowało?




Mój album to rodzinna kronika zbierająca najważniejsze grudniowe chwile. Spacery, pieczenie ciasteczek, wspólne dekorowanie choinki, wieczerza Wigilijna, prezenty, Sylwester. Eklektyczny, gruby, pełen pamiątek. W przeciwieństwie do dokładnie zaplanowanych albumów Ali, gdzie gotowe layouty czekają na wypełnienie zdjęciami i opisami, mój powstawał spontanicznie. Najpierw sobie spisalam na kartce, co po kolei robiliśmy w grudniu (wspierając się notatkami, które specjalnie w tym celu robiłam, moim pełnym zapisków kalendarzykiem, a także zeszytem-pamiętnikiem moich dzieci, który staram się w miarę regularnie prowadzić). Potem poselekcjonowałam zdjęcia, wywołałam je w różnych formatach, od całkiem malutkich po A5, dobrałam scrapbookingowe dodatki (naklejki, papiery, szczególnie przydatny w pracy nad albumem był zestaw Scandinavian Christmas Hobby Set z Lidla), a także świąteczne pamiątki (kartki, karnety, a nawet starą płytę CD z kolędami) i dość spontanicznie połączyłam w całość, zachowując chronolgię od początku miesiąca do Sylwestra. Całość oprawiłam w okładki z grubego czerwonego filcu i zbindowałam szerokimi metalowymi kółkami. Oglłądanie takiego albumu to rozkosz dla wszystkich zmysłów: cieszą oko detale, dłonie cieszy róznorodność faktur, zapach pierniczków niemal unosi się w powietrzu.

2 komentarze:

  1. Normalnie mnie zatkało PIĘKNIE to zrobiłaś, Aga!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, Anonimie:)

    A może to nieanonim;?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny na blogu i komentarz:)))