niedziela, 22 grudnia 2013

Śledzie w oleju z cebulką. Klasyczne i najlepsze



Robię je tylko raz w roku, na Wigilię. Jestem niestety jedyną ich wielbicielką w rodzinie (poza moją Mamą:)). Tylko w oleju i z cebulką, najbardziej klasyczne z klasycznych. Bez rodzynek, curry, kawy, przecieru pomidorowego i innych dziwacznych dodatków. Ostatecznie od czasu do czasu mogą być położone na plasterkach pieczonych buraków i posypane pokrojonymi w zapałkę jabłkami - stają się wtedy wykwintną przystawka pod czystą wódeczkę.

Śledzie w oleju
pół kilograma filetów śledziowych (matjasów), dwie małe cebule (lub jedna większa), 200 ml oleju rzepakowego, kilka liści laurowych, kilka ziaren ziela angielskiego, świeżo mielony pieprz.

Dobre śledzie można kupić na bazarach (w Warszawie polecam przy pl. Szembeka i Halę Mirowską) lub w tradycyjnych warzywniakach. Takie śledzie zazwyczaj nie są przesolone i wystarczy je opłukać zimną wodą, ewentualnie wymoczyć przez kilka minut. Matjasy kroję na kilka kawałków, przyprawiam pieprzem i układam w słoikach na przemian z posiekaną cebulą, listkami laurowymi i zielem angielskim. Zalewam olejem i odstawiam do lodówki przynajmniej na dwa dni, aby się "przegryzły". Pycha!
  •  śledzie robię z olejem rzepakowym, którego jestem fanką, bo jest bardzo zdrowy i neutralny w smaku
  • można także użyć "wigilijnego" oleju lnianego, żółtawego w kolorze, o charakterystycznym aromacie

niedziela, 15 grudnia 2013

Kransekake. Choinka z marcepana



Kransekake podziwiałam na skandynawskich blogach, kojarzyłam jednak raczej z weselami czy wielkimi przyjęciami. Myślałam, że do upieczenia konieczna jest specjalna forma (a raczej zestaw kilku foremek), droga i raczej zbędna w mojej kuchni. Dopiero na sympatycznym blogu My Little Norway, który jest kopalnią wiedzy o Skandynawii, zobaczyłam, że po pierwsze, marcepanowa choinka może być nieduża, a po drugie, spokojnie można ją zrobić bez foremek. Kransekake robi się na raty, bo upieczone ciasto musi poleżeć w zamrażalniku - jest to więc wypiek idealny na gorący przedświąteczny czas.

Kransekake
(z podanych proporci upiekłam 8 kółek i zbudowłąm choinkę wysoką na mniej więcej 12 cm)

100 g mielonych migdałów (wzięłam pół na pół, obrane i ze skórką), 100 g cukru pudru, 1 białko. na lukier: 1 białko, 150 g cukru pudru, kilka kropli soku cytrynowego

Zmiksowałam migdały, cukier puder i białko. Przełożyłam do miski, przykryłam folią spożywczą i wstawiłam  na kilka godzin do lodówki. Schłodzone ciasto wyrabiałam w dłoniach jak plastelinę i formowałam wałeczki, które następnie sklejałam w krążki i układałam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Najkrótszy wałek ma 10 cm, każdy kolejny jest o 2,5 cm dłuższy. Piekarnik podgrzałam do 180 stopni, krążki piekłam 10 minut do zrumienienia. Kiedy przestygły wyłożyłam je na kratkę i zostawiłam do całkowitego wyschnięcia, a potem zamroziłam w plastikowym pudełku.
Następnego dnia przygotowałam lukier - białko roztarłam z cukrem pudrem i sokiem cytrynowym. Przy pomocy rękawa cukierniczego z małą tylką rysowałam na kółkach zygzaki, poczynając od największego i przyklejałam coraz mniejsze kółka. Po zastygnieciu "choinkę" oprószyłam cukrem pudrem i udekorowałam.
  • przepis z bloga My Little Norway
  • dużo porad w sprawie Kransekake można znaleźć w komentarzach pod przepisem na blogu Moje Wypieki
  • mrożenie upieczonych krążków znacząco poprawia ich smak
  • migdały można łatwo obrać zalewając je wrzątkiem na kilka minut, a potem ścierając palcami skórke pod zimną wodą. Skandynawskie blogerki radzą mieszać migdały obrane z nieobranymi - dla "rustykalnego" wyglądu i smaku. Użyłam gotowych migdałów mielonych (obranych), a nieobrane zmieliłam sama.
  • tradycyjne Kransekake składa się z 18 kółek
  • moja "choinka" ma 8 "pięter" i mierzy około 12 cm
  • foremki do Kransekake można kupić przez internet

sobota, 14 grudnia 2013

Pralinki z białej czekolady z migdałami



Wykwintne kuleczki, bez pieczenia, idealne do kawy lub herbaty. Dla dzieci - obtoczone w kolorowej posypce.
Kolejny przepis z książeczki upolowanej w supermarkecie za kilka złotych i dowód, że dobra książka z przepisami nie musi być sygnowana przez celebrytę czy pretensjonalną blogerkę i kosztować 60 złotych.

Trufle z białej czekolady z migdałami
(12 pralinek)

100 g (1 tabliczka), 15 g masła, 75 ml gęstej śmietany, 25 g obranych migdałów, do posypania cukier puder, płatki migdałowe, posypka cukrowa.

W żarododpornej misce ustawionej na garnku z wrzątkiem (czyli w kąpieli wodnej) stopiłam czekoladę, masło i śmietanę. Uwaga, czekolady nie należy mieszać! Dopiero po zdjęciu miski wsypałam pokruszone migdały i wymieszałam. Po wystygnięciu przykryłam folią spożywczą i wstawiłam na noc do lodówki. Ze schłodzonej masy formowałam kulki, ułożyłąm na talerzu wyłożonym papierem do pieczenia i wstawiłam na 2 godziny do lodówki, aż kulki nieco stwardniały. Przed podaniem obtoczyłam w cukrze pudrze, płatkach migdałowych, posypce.
  • pistacje z oryginalnego przepisu zastąpiłam migdałami. Można użyć dowolonych orzechów
  • kulki są bardzo słodkie - aby stały się bardziej wytrawne proponuję obtoczyć kulki w kakao lub startej gorzkiej czekoladzie
  • kulki mozna także zrobić z mlecznej albo gorzkiej czekolady
  • "Przysmaki z czekolady" wydało Parragon Books

piątek, 13 grudnia 2013

Szafranowe bułeczki na dzień świętej Łucji. Lussekatter



Żółtawe od szafranu bułeczki z rodzynkami (Lussebulle) powyginane w esyfloresy. Najpopularniejsze to Lussekatter (koty) w kształcie litery S, ale są także "żołnierzyki", "korony Łucji", a nawet "włosy pastora". Jak wszystkie wypieki drożdżowe, najsmaczniejsze w dniu upieczenia.

13 grudnia, dzień świętej Łucji, kojarzymy ze szwedzkim pochodem dzieci w białych strojach prowadzonym przez dziewczynkę w wianku ozdobionym płonącymi świecami i śpiewaną przez nie włoską pieśnią. Święto obchodzi się zarówno oficjalnie (z transmisją telewizyjną uroczystego orszaku), jak i lokalnie w każdym zakątku kraju. Kult świętej Łucji przywędrował do Skandynawii przez Niemcy właśnie z Włoch, ojczyzny Łucji. Współcześnie jest to po prostu święto światła, preludium Gwiazdki ("lux" to po łacienie światło). Tradyjnie piecze się tego dnia szafranowe drożdżówki i przygotowuje grzane wino, czyli glögg.

Święto znane było i w dawnej Polsce, 13 grudnia (nie wcześniej!) zaczynano przygotowania do Bożego Narodzenia. Zaś dwanaście kolejnych dni, poczynając od świętej Łucji miało wróżyć pogodę na kolejny rok. Przysłowie "Święta Luca dnia przyrzuca" wywodzi się z czasów kalendarza juliańskiego (przed rokiem 1582), kiedy noc świętej Łucji była najkrótsza w roku. Wierzono, że świat jest wtedy szczególnie narażony na działanie złych mocy, okadzano więc całe gospodarstwo, aby je odegnać.



Lekko zmodyfikowany przepis z książki "Schwedisch backen" Leny Brorsson Alminger

 Lussekatter
(około 15 sztuk)

75 g masła, 1 nitka szafranu (pół grama), 250 ml mleka tłustego, 50 ml jogurtu naturalnego, 20 g świeżych drożdży, 4 łyżki (60 g) płynnego miodu, 450-500 g mąki, sól, rodzynki, 1 jajko.

W rondelku na małym ogniu podgrzałam mleko, szafran i masło. Przestudziłam. Z drożdży zrobiłam rozczyn (rozpuściłam w odrobinie mleka, dodałam ciut mąki i cukru, odstawiłam w ciepłe miejsce; rozczyn jest gotowy, gdy drożdże urosną). Do letniego mleka dodałam jogurt, rozczyn z drożdży, miód i szczyptę soli. Zmiksowałam z mąką - ciasto musi stać się błyszczące i odchodzić od miski (można oczywiście wyrobić ręcznie). Ciasto włozyłam do miski, przykryłam folią i wstawiłam do lodówki do wyrośnięcia przez noc. Można także postawić w ciepłe miejsce (np. koło kaloryfera) na 2 godziny, masa powinna podwoić objętość. Po wyjęciu z lodówki zagniotłam ciasto, podzieliłam na15 kulek, każdą uformowałam w wałeczek. Wałeczki zwinęłam na kształt litery S i ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piekarnik podgrzałam do 200 stopni. Podrośnięte (przez mniej więcej kwadrans) bułeczki posmarowałam żółtkiem rozbełtanym z odrobiną mleka. W każdą wetknęłam dwa rodzynki. Piekłam 10 minut.

czwartek, 12 grudnia 2013

Domek z piernika

 

Kilka godzin harówki, ale jaka satysfakcja:) Piernikowy domek do ozdoby, nie do zjedzenia. Może być ascetycznie elegancki, jak u Dorotus z Moich Wypieków (z której przepisu korzystam) albo radośnie kolorowy - ozdobiony różnobarwnymi drażetkami, posypką lub lukrem w kilku barwach. Dzieci mogą pomagać w pracy nad budową domku albo (jak u mnie, bo boję się skakania wokół wrzącego karmelu) zrobić dekoracje.

Pierwszy domek upiekłam, rysując sobie na kartce schemat, według którego wykroiłam ciasto po rozwałkowaniu. W zeszłym roku jednak kupiłam wykrojniki Tescomy w kształcie pasterskiej chatki, które znacznie uprościły pracę.
Ponieważ piernikowego domku się nie je (u nas stoi kilka miesięcy, zazwyczaj do którejś z licznych przeprowadzek), nie ma sensu piec go ze "szlachetnych" droższych składników jak prawdziwy miód, masło, cukier muscovado.


 
Piernikowy domek
(jeden domek plus dekoracje)

600 g mąki pszennej, 250 g margaryny, 200 g cukru , 7 łyżek sztucznego miodu, 1,5 - 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej,5 łyżeczek przyprawy korzennej do piernika, 1 łyżka kakao.
Do garnuszka włożyłam margarynę, cukier, miód. Podgrzałam, do rozpuszczenia cukru i masła, mieszając od czasu do czasu. Zdjęłam z palnika, lekko przestudziłam. Do misy miksera wsypałam mąkę, sodę, przyprawy, wymieszałam. Dodałam przestudzoną miksturę maślano-cukrową. Zmiksowałąm na gładką masę. Jeśli masa będzie zbyt sypka można dodać łyżkę miodu.
Masę piernikową wałkowałam na grubość 4 - 5 mm (grubsze ściany są solidniejsze). Wycinałam ściany domu i dach z przygotowanych szablonów. Można wycinać na lekko oprószonej mąką powierzchni, następnie przenosić na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Piekłam w temperaturze 180ºC przez około 25 minut z termoobiegiem. Brzegi powinny się zacząć wyraźnie brązowić. Wyrównałam brzegi ciasta nożem* następnie przełożyłam na kratkę, do wystudzenia i stwardnienia.
  • przepis Doroty, zmodyfikowany (patrz: niżej)
  • czas pieczenia: piekłam co najmniej 2 razy dłużej niż Dorotus (ona zaleca 12 minut), ale to pewnie zależy od piekarnika, więc trzeba podglądać przez szybkę;)
  • składniki: ponieważ domek służy li tylko dekoracji, użyłam sztuczny miód, margarynę, a ciemny cukier muscovado zastąpiłam zwykłym (dla koloru dałam łyżkę kakao)
  • w związku z tym, że ciasto rośnie, poszczególne elementy trzeba kłaść do pieczenia w sporej od siebie odległości
  • * po wyjęciu z piekarnika ciasto jest miękkie, warto je wtedy ostrym nożem przyciąć jeszcze raz wg szablonu (podczas pieczenia "puchnie" także wszerz), trzeba to zrobić dość szybko, bo twardnieje w ciągu kilku minut. Potem warto elementy domku obciążyć książkami, bo lubią się wyginać
  • najważniejsza modyfikacja, to klejenie nie lukrem, ale karmelem. Lukier nie chciał zastygnąć, a kiedy już mi się wydawało, że jest twardy, domek się spektakularnie rozpadł i jedna ściana pękła (musiałam dopiekać, warto więc zostawić na wszelki przypadek trochę ciasta). Aby karmel nie zastygał zbyt szybko, zrobiłam go dużo (na patelni), trzymałam na płycie kuchenki i zanurzałam w nim całe brzegi domku, a kiedy to już nie było możliwe, lałam cienkim strumieniem na piernikowe ściany. Łączenia można potem zamaskować lukrem ("śniegiem"). Uwaga na dłonie, oparzenie karmelem jest bolesne:(
  • wszelkie chropowatości, nierówności ścian, które utrudniają klejenie, można delikatnie zdrapać nożem
  • do wycięcia pierniczkowego szałasu/chatki użyłam zestawu Tescoma Delícia Gingerbread Chalet Cookie Cutters Set
 

wtorek, 10 grudnia 2013

Kostki z czekolady



Zadaniami z kalendarza adwentowego zaczynamy magiczny grudniowy czas. W mojej kuchni pierwszym zwiastunem  świąt są wypieki - w tym roku mam ochotę na maleństwa - trufle, czekoladki, ptifurki, miniaturowe pierniczki.

Jako pierwsze grudniowe słodycze przygotowałam czekoladowe kostki: łatwe, bez pieczenia, a pyszne tak, że trudno przestać je jeść:) Nazwano je "krówkami", ale nie przypominają tradycyjnych polskich krówek, są gęste od czekolady, ciężkie i sycące. Doskonale komponują się z herbatą.

Kostki czekoladowe
(25 sztuk)
75 g masła, 400 g słodzonego mleka skondensowanego, 500 g (5 tabliczek) czekolady, pół łyżeczki esencji waniliowej.
Kwadratową formę wysmarowałam masłem. W garnku stopiłam czekoladę, masło i mleko skondensowane, cały czas mieszając i nie doprowadzając do wrzenia. Po zdjęciu z ognia dodałam esencję waniliową i miksowałam kilka minut, aż masa zgęstniała. Wlałam do formy i wstawiłam na 2 godziny do lodówki. Gdy masa stężała, wyłożyłąm ją na blat kuchenny i pokroiłam w kostkę.
 użyłam pół na pół czekolady gorzkiej 70% i mlecznej
  • masę dość ciężko wyjmuje się z foremki, nastęonym razem wyłożę formę folią kuchenną
  • do "krówek" można dodać orzechy np. pekan
  • przepis z książki "Przysmaki z czekolady" Wydawnictwa Perragon

wtorek, 26 listopada 2013

Kanapki z trzema pastami. Pomysł na drugie śniadanie


 
Odkąd jem cztery posiłki dziennie stosując żywienie strukturalne, mam problem. Rano, wiadomo, owsianka. Obiad jem normalny, tyle, że raczej z kaszą i makaronem razowym, niż z ziemniakami. Na kolację piję sycące i zdrowe koktajle. Ale co z drugim śniadaniem?
Tradycyjna kanapka z żytniego pełnoziarnistego chleba z twarogiem czy wędliną syci i smakuje, ale ileż można. Sałatka? Tak, ale nie codziennie. Więc co? Inspracji szukam wszędzie - w czasopismach, książkach kucharskich, restauracjach.
Piętrowe kanapki z pumpernikla zobaczyłam w programie telewizyjnym i bardzo mi posmakowały. Są kolorowe, zdrowe i niebanalne. Można gościom, można na kolację.



Kanapki z trzema pastami 

Pumpernikiel, pół wędzonej makreli, 100 g gęstego kremowego twarożku, 1 dymka ze szczypiorkiem (lub ćwiartka cebuli i szczypiorek), kilka kawałków suszonych pomidorów z zalewy, cytryna, sól, pieprz, zioła (w oryginalnym przepisie tymianek, ja biorę te, które akurat mam, ale zawsze świeże. Może być po prostu natka czy koperek).

Przygotowałam trzy pasty:
1. z makreli  (rybę obrałam z ości i rozdrobniłam, dodałam posiekaną dymkę, sok cytrynowy i pieprz)
2. z twarożku (sparzyłam wrzątkiem i wyszorowałam cytrynę, starłam z  niej trochę skórki, dodałam do twarożku, przyprawiłam solą, pieprzem i ziołami)
3. z suszonych pomidorów (wyjęłam je z zalewy i zmiksowałam)
Kromkę pumpernikla posmarowałam pastą z makreli, przykryłam drugą kromką posmarowaną pastą twarożkową, a potem trzecią, posmarowaną zmiksowanymi pomidorami. 
  •  polecam oczywiście domowe suszone pomidory, które co roku na przełomie sierpnia i września robię hurtowo. Proces produkcji opisałam w tym poście
  • pomidory ze sklepu lepiej nabyć suche i samodzielnie przygotować zalewę (oliwa, czosnek, zioła), będzie smaczniej i taniej
  • makrelę można zastąpić łososiem czy inną wędzoną rybą
  • więcej o żywieniu strukturalnym
  • przepis z programu TVN Style "Szczypta smaku" (odcinek "Kanapki inaczej")

 

wtorek, 29 października 2013

Makowe buchty z sosem migdałowym



Jest w tych puchatych bułeczkach coś kojącego i bezpiecznie domowego. Buchty to pieczone drożdżowe bułeczki rodem z kuchni czeskiej, popularne także w Austrii, niemieckiej Bawarii i Saksonii (tam znane jako Wuchteln, Buchteln lub Rohrnudeln), a gotowane na parze - u nas na Śląsku. Mogą być nadziewane (na przykład powidłami śliwkowymi, makiem a nawet Nutellą) albo nie, często podaje się je polane sosem lub/i oprószone cukrem pudrem. Mogą być duże jak pięść albo małe (dukátové buchtičky).

Próbowałam bucht w Pradze, jednak najlepsze jadłam kilkanaście lat temu u Hawelki w Wiedniu, podobno przygotowywała je osobiście (bardzo już wówczas wiekowa) właścicielka Josefine. W każdym razie rozpływały się w ustach!

Moje buchty są malutkie i zamiast makowego nadzienia, całe piegowate:) Dzięki trzykrotnemu wyrastaniu cudownie puszyste i miękkie. Podaję je z sosem migdałowym albo karmelowym.


Buchty makowe z sosem migdałowym
(dla 4 osób)

180 g mąki, 20 g świeżych drożdży (lub pół paczki suszonych), 75 g cukru, szklanka mleka, 1 jajko i 3 żółtka, 60 g masła, szczypta soli, tarta skórka cytrynowa, 25 g zmielonego maku, 50 g masy marcepanowej, 1-2 łyżeczki likieru migdałowego, kilka łyżek śmietany, 1 jabłko, odrobina białego wina, cukier puder, cynamon.

Masło wyjęłam z lodówki. W misce wymieszałam mąkę, drożdże, łyżeczkę cukru i ćwierć szklanki mleka. Przykryłam i odstawiłam na 20 minut w ciepłe miejsce. Do podrośniętego ciasta dodałam 25 g cukru, połowę miękkiego masła, sól, mniej wiecej pół łyżeczki skórki cytrynowej i mak. Wyrobiłam ciasto, aż stało się gładkie i lśniące. Przykryłam i ponownie odstawiłam do wyrastania, na pół godziny. Potem rozwałkowałam je na podsypując mąką na grubość jednego centymetra i okrągłą foremką wykroiłam kółeczka średnicy pięciozłotówki. Buchty ułożyłam obok siebie w wysmarowanej mąką foremce. Po raz trzeci odstawiłam do wyrastania na pół godziny. W tym czasie podgrzałam piekarnik do temperatury 200 stopni. Buchty posmarowałam resztą roztopionego masła i piekłam pół godziny.

Przygotowałam sos migdałowy: żółtka utarłam z 50 g cukru na kogel-mogel, dodałam szklankę mleka i podgrzewałam w kąpieli wodnej mieszając, aż sos zgęstniał. Zdjęłam z ognia, dodałam pokruszoną masę marcepanową, likier i śmietanę, wymieszałam. Jabłko pokroiłam na ćwiartki, usunęłam gniazdo nasienne, pokroiłam w plasterki i poddusiłam w białym winie i łyżeczce cukru (przez kilka minut, aby zmiękły, ale się nie rozpadły).

Buchty podałam oprószone cukrem pudrem i cynamonem, polane sosem, z jabłkami.
  • użyłam gotowej masy marcepanowej, ale można ją zrobić samodzielnie (polecam przepis Dorotus z Moich Wypieków)
  • użyłam likieru migdałowego Amaretto di Saronno
  • prosty sos można zrobić bez marcepana i likieru, jedynie z kilkoma kroplami aromatu migdałowego


Buchty większe, nadziewane śliwkami. Puchate i soczyste. Z tego samego przepisu (bez maku) plus duszone z cukrem śliwki. I koniecznie kubek herbaty, mocnej i gorącej!

poniedziałek, 21 października 2013

Brukselki w boczku nadziewane serkiem czosnkowym



 Małe zielone kapustki należą do warzyw kontrowersyjnych - jedni je lubią, inni nienawidzą. Odkąd zaczęłam brukselkę piec albo dusić, zamiast gotować, stała się jesiennym hitem mojej kuchni. A może to jest tak, że do brukselki (podobnie jak do szpinaku i wątróbki) trzeba dorosnąć?

Nietypowa przystawka, brukselki nadziane serkiem śmietankowym, owinięte boczkiem i upieczone. Jeśli wciąż pamietasz gorzkawe i rozgotowane na paćkę w kolorze khaki brukselki z przedszkola, po zjedzeniu tego dania zmienisz zdanie!



Przepis Whitney Miller z książki "Modern Hospitality. Simple Recipes with Southern Charm". Whitney przeszła jak burza przez pierwszego amerykańskiego Masterchefa, wygrała ćwierć miliona baksów (za które otworzyła kawiarnię) i wydała ksiażkę kucharską. Jak nie oglądam telewizji (a już szczególnie wszelkiego rodzaju konkursów tanecznych, śpewaczych i kucharskich), tak - złożona zeszłej zimy przeziębieniem - obejrzałam cały sezon z wypiekami. Co za emocje:)
Książka Whitney, którą przyniósł mi domyślny Mikołaj;), to zbiór klasycznych, ale z nowoczesną nutą przepisów na dania południowych Stanów (autorka pochodzi z Mississippi) i jest orzeźwiająco inna od mielących w zasadzie w kółko to samo Nigelli, Sophie i innych celebryckich kuchmistrzów.




Brukselki w boczku nadziewane serkiem czosnkowym (6 porcji jako przystawka)

18 brukselek, 6 plastrów boczku, 1 ząbek czosnku, 125 g serka śmietankowego lub koziego, 2 łyżeczki oliwy, pieprz, wykałaczki.

Piekarnik podgrzałam do 180 stopni C. W garnku zagotowałąm wodę, wrzuciłam brukselki i zblanszowałam (obgotowałam) przez 2 minuty. Odcedziłam i przestudziłam. Każdą brukselkę nacięłam od strony łodygi na krzyż. Serek wymieszałam ze zmiażdżonym czosnkiem i przy pomocy rękawa cukierniczego wcisnęłam nieco masy w powstały iksowaty otwór. Każdy plasterek bekonu przekroiłam wszerz, a potem owinęłam główki brukselki (od strony nadzienia) i spięłam wykałaczkami. Brukselki ułożyłam na blasze, skropiłam oliwą i oprószyłam świeżo mielonym pieprzem. Piekłam 20 minut, w połowie pieczenia obróciłam.
  • bekon z oryginalnego przepisu zastąpiłam boczkiem (który jest od bekonu tłustszy i fajnie się wytopił w piekarniku)
  • bardziej smakuje mi wersja z serkiem śmietankowym niż z kozim