piątek, 9 kwietnia 2010

Staropolska baba, puchowa i zaparzana



Lemnis nie była kobietą!:) Maria Lemnis i Henryk Vitry to pseudonim publicysty muzycznego Tadeusza Żakieja, redaktora naczelnego pisma muzycznego „Polish Music–Polnische Musik”, autora książek o Schubercie, Karłowiczu, współczesnej muzyce polskiej. Jako fikcyjny duet redagował rubrykę kulinarną w miesięczniku "Ty i ja" oraz napisał kilka książek kulinarnych. Na jednej z nich, "W staropolskiej kuchni i przy polskim stole", uczyłam się gotować. Straszliwie sfatygowany egzemplarz z 1983 do dziś trzymam na półce i prawie co roku korzystam z przepisu na fantastyczny piernik bożonarodzeniowy. Nie mniej ciekawe od przepisów są opisy staropolskich biesiad i zwyczajów świątecznych.


Tym razem postanowiłam wypróbować przepis na ciasto wielkanocne, puchową babę. Ciasto jest ge-nia-lne, pięknie wyrosło, ma niebywały smak i długo zachowuje świeżość. Niebo w gębie:)

Baba puchowa

250 g mąki pszennej, 30 g drożdży, 5 żółtek, 70 g cukru pudru, 70 g masła, pół kieliszka rumu, szczypta soli, 100 g rodzynek, 150 g cukru pudru, skórka pomarańczowa.

Połowę mąki zaparzyłam wrzątkiem, po ostygnięciu dodałam drożdże i zmiksowałam (aby nie było grudek; można także dokładnie rozetrzeć np. drewnianą łyżką). Powstały zaczyn miał konsystencję gęstszą od śmietany. Zaczyn przykryłam i poczekałam aż wyrośnie. Żółtka ubiłam z cukrem pudrem na kogiel-mogiel, razem z zaczynem dodałam do pozostałej mąki. Długo wyrabiałam, ciasto musi odstawać od ręki, być plastyczne i lśniące. Dopiero wtedy dodałam rum, rozpuszczone masło i szczyptę soli, a gdy składniki dobrze się połączyły, rodzynki. Ciasto włożyłam do posmarowanej masłem formy i znowu odstawiłam do wyrośnięcia. Mniej więcej po pół godzinie wypełniło formę. Upiekłam w piekarniku podgrzanym do 160 stopni (z termoobiegiem). Po wystygnięciu polukrowałam (cukier puder utarłam z kilkoma łyżkami wody) i ozdobiłam skórką pomarańczową.
  • zamiast lukrować, babę można oprószyć cukrem pudrem
  • lukier można także przyrządzić z cukru pudru i soku cytrynowego
  • z oryginalnego przepisu wychodzą dwie babki, ja zmniejszyłam proporcje o połowę, a i tak starczyło jeszcze na pięć drożdżowych muffinków;)
  • autor nazywa ten wypiek "ciastem wielkiej klasy" - i ma rację!

9 komentarzy:

  1. Jaka rumiana:) Chyba upieke na niedziele do herbatki.
    Pzdr
    Doris

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo smakowicie wygląda i wierzę, że jest również smakowita. Bardzo Cię proszę o wyjaśnienie części przepisu: "Połowę mąki zaparzyłam wrzątkiem". Jak to zrobiłaś? zalałaś mąkę wrzątkiem? ile tej wody? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, zalałam mąkę wrzątkiem - w książkowym przepisie nie podano ilości, wlałam tyle, by postała dość gęsta masa. To nowy dla mnie sposób robienia ciasta drożdżowego, ale naprawdę polecam, efekt jest fantastyczny:) i będę eksperymentowała z innymi wypiekami.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ciasto_dro%C5%BCd%C5%BCowe to ta trzecia metoda. Dodam, że takie ciasto jest bardziej odporne na czerstwienie.

    OdpowiedzUsuń
  5. no to zabijasz te drozdze na dzien dobry, jak ma urosc to ciasto?

    OdpowiedzUsuń
  6. Los drożdży niespecjalnie mnie porusza, skoro ciasto pięknie rośnie;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny na blogu i komentarz:)))