Chleb wiejski na suszonym zakwasie, z dodatkiem melasy
![]() |
domowy chleb na zakwasie |
Kiedy jeszcze nie miałam bloga, spędziłam kilka letnich miesięcy na eksperymentach z pieczeniem chleba w domu. Wtedy właśnie odkryłam blogi kulinarne - z nich głównie czerpałam wiedzę. No cóż, (niezła początkowo) zabawa z zakwasem, bigą, kilkakrotnym wyrastaniem ciasta szybko mi się znudziła, tym bardziej, że amatorów na moje wypieki nie było. Chleby i bułki mroziłam, oddawałam mamie, wreszcie się poddałam.
Myślałam, że to koniec przygody z domowym pieczywem, ale postanowiłam wypróbować jeszcze jakiś przepis Leili Lindholm, mojej ulubionej autorki książek kucharskich. Chleby Leili często są pieczone na melasie buraczanej. Gdy wreszcie udało mi się kupić taką melasę, przetestowałam chleb wiejski. To pierwszy domowy chleb, który autentycznie nam smakował. Ciężki, wilgotny (ale nie gliniasty!), z bardzo ciekawym melasowym posmakiem (jest to niby słodycz, ale nie do końca, bo chleb jest wytrawny). Zamiast upierdliwego zakwasu własnego chowu wykorzystałam zakwas suszony - bardzo polecam, bo piecze się na nim lekko, łatwo i przyjemnie:)
Nadal wolę pieczywo kupować w zaprzyjaźnionej piekarni, ale do chleba wiejskiego na pewno wrócę, bo jest wyjątkowy w smaku i naprawdę prze-py-szny! Gorąco polecam;)
Chleb wiejski
(1 bochenek)
25 g masła, 250 ml (1 szklanka) maślanki, 150 g ciemnej melasy buraczanej, 15 g suszonego zaczynu, 180 g mąki pszennej (typ 550), 90 g mąki pszennej razowej (typ 2000) , 140 g mąki żytniej razowej (typ 2000), 1 łyżeczka soli
Masło rozpuściłam i wymieszałam z maślanką. Dodałam zaczyn, melasę i sól. Po trochu wsypywałam mąkę pszenną, miksując na gładką masę. Mąkę żytnią, zgodnie z sugestią Leili, wrobiłam dłońmi. Dobrze wyrobione ciasto odłożyłam w misce przykrytej ściereczką do wyrastania. Gdy podwoiło objętość, uformowałam bochenek i położyłam go na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Nacięłam w kratkę ostrym nożem i znowu zostawiłam do wyrastania. Piekarnik podgrzałam do temperatury 200 stopni i piekłam około 45 minut. Po 25 minutach przykryłam folią aluminiową, aby chleb się zbytnio nie zrumienił.
- na drugi dzień chleb jest równie pyszny, trzeciego nie doczekał
- zgodnie z instrukcją na opakowaniu suszonego zakwasu, należy go wymieszać z suszonymi drożdżami w proporcji 1:1. Ponieważ nie lubię chlebów na drożdżach, użyłam samego zakwasu, przez co chleb rósł prawie dwa razy dłużej, niż w przepisie Leili (czyli w sumie ze cztery godziny, w piekarniku ustawionym na funkcję wyrastanie w 35 stopniach), nie wyrósł też zbyt wielki. Nie odbija się to jednak na smaku.
- Użyłam niemieckiego zaczynu (Vollkorn Sauerteig Extrakt), który - podobnie jak melasę buraczaną - kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością Organic
- przepis wg książki Leili Lindholm, jednak zamiast drożdży, użyłam zakwasu. Ponieważ Leila jest Szwedką, zakładam, że jest to wiejski chleb szwedzki. Dedykuję go Kurtowi Wallanderowi, bohaterowi książek Henninga Mankella. Kurta poznałam latem 2001 roku, w pociągu z Wiednia do Warszawy. Stał się przez te lata jednym z moich ulubionych bohaterów, niemal realną postacią. Z lękiem sięgnęłam po ostatnią książkę o Wallanderze, "Niespokojny człowiek". Czytałam ją z ciężkim sercem, bo wiem, że Autor zamknął sobie drogę odwrotu i Kurt nie wróci. No chyba, że w retrospekcjach;)
- Zatem dla Kurta, któremu przez wiele wiele lat zdecydowanie brakowało kobiecej ręki - pachnący, przepyszny, domowy chleb. Smaklig måltid! [edit 2016] I dla Henninga, który odszedł w 2015 roku pozbawiając mnie nadziei na kolejną książkę...
- Informacje o Leili Lindholm i jej przepisy znajdziesz po prawej stronie w chmurce tagów
- O Mankellu można poczytać np. tu (klik), a tu (klik) jest anglojęzyczna strona fanów Wallandera. Polecam także serial o Wallanderze, ale koniecznie szwedzki, z Kristerem Henrikssonem!

Interesujący chlebek, chętnie skorzystam z przepisu
OdpowiedzUsuńU nas jest odwrotnie, odkąd sama zaczęłam piec chleby, nikt już nie chce jeść tych piekarnianych, nawet z tradycyjnych piekarni :)
Ładniutki ten chlebek - apetycznie rumiany.
OdpowiedzUsuńja nie wierze, ze w piekarniku dobry chleb wyjdzie
OdpowiedzUsuńpiękny bochenek. ja się chyba uzależniłam od domowego wypieku chleba :)
OdpowiedzUsuńJa się nie zarzekam, jeszcze ze dwa takie przepisy i sama zacznę piec na co dzień:)
OdpowiedzUsuńJa piekę okazjonalnie, ale za każdym razem chleb zmyka w tempie ekspresowym:)
OdpowiedzUsuńMnie się samo pieczenie podobało, chociaż na co dzień by mi się chyba nie chciało, ale własnie nikt tego nie chciał jeść, a ja byłam świeżo po Dukanie, więc malutko chleba jadłam:)
OdpowiedzUsuńWygląda bardzo smakowicie:-)
OdpowiedzUsuńale skad te melase buraczana?gdzie kupowalas???
OdpowiedzUsuńprzepiękny bochenek.
OdpowiedzUsuńtaki rystykalny.
super chlebus:) a ta kromeczke to porywam:)
OdpowiedzUsuńAsica W sklepie z żywnoscią ekologiczną:)
OdpowiedzUsuńNo, na pewno co czas jakiś taki chleb się Kurtowi trafiał... Gdy miał chłopak szczęście :)
OdpowiedzUsuńPinos Mona to mi nie wygląda na taką, co by chlebki na zakwasie wypiekała:D
OdpowiedzUsuńApetyczna kratka na górze :) ja mam przed sobą pierwszy zakwas do chleba, polecasz coś prostego na początek? :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam Cię do mojego konkursu sałatkowego :).